Odszkodowanie za porażenie mózgowe dziecka, niedotlenienie i niedowład kończyn jako błąd medyczny

Odszkodowanie za porażenie mózgowe dziecka, niedotlenienie i niedowład kończyn jako błąd medyczny

Na gruncie roszczeń związanych z odpowiedzialnością szpitali i lekarzy wykształcone jest ugruntowane i spójne orzecznictwo, w tym dotyczące właśnie rozumienia zawinionego bezprawnego działania, które doprowadziło do wyrządzenia szkody. Przykładowo wskazać można, za stanowiskiem wyrażonym przez Sąd Najwyższy w wyroku z 25 stycznia 2001 r. (IV CKN 232/00), że „strona twierdząca, że to lekarz naruszył przy wykonywaniu zabiegu obowiązek staranności, obowiązana jest wykazać, że szkoda wyrządzona przez lekarza jest obiektywnie wynikiem naruszenia przez niego wymaganej staranności. Pomyślne przeprowadzenie tego dowodu może stanowić podstawę do ustalenia niedbalstwa lekarza, którego w takiej sytuacji procesowej obciąża przeprowadzenie przeciwdowodu stwierdzającego, że w tej (ustalonej) sytuacji nie było możliwe zachowanie większej staranności. Nie wymaga dowodzenia, że podstawowym obowiązkiem zakładu leczniczego jest zapewnienie odpowiedniego standardu świadczonych usług, a oprócz umiejętności i biegłości zawodowej także troski o chorego i staranności. Wina organizacyjna zakładu leczniczego może przejawiać się w zaniedbaniach w zakresie organizacji, bezpieczeństwa, higieny i opieki nad chorym. Ta wina musi być - w ramach odpowiedzialności deliktowej – udowodniona”.

Odwołać się należy w tym zakresie do obiektywnego wzorca „dobrego fachowca”, co zakłada uwzględnienie przy wykonywaniu danych czynności m.in. zasad współżycia społecznego, wypracowanych standardów, które w przypadku lekarza wymagają odwołania się do jego wiedzy medycznej, doświadczenia i deontologii zawodowej. Z punktu widzenia subiektywnego zawinienia lekarza czy personelu medycznego przejawiać się to może w jego nieostrożności, nieuwadze, niedbalstwie lub niedołożeniu wymaganej staranności, braku wiedzy. Odnosząc się zaś do zawinienia szpitala może się to przejawiać w tzw. winie organizacyjnej, co przejawia się niewłaściwym zorganizowaniem pracy i świadczeniem usług.

Podkreślić należy za słusznymi wywodami Sądu Najwyższego (wyrok z dnia 26 października 2003 r., III CK 34/02), że „pojęcie bezprawności należy rozumieć szeroko jako sprzeczność z obowiązującym porządkiem prawnym, przez który należy rozumieć nie tylko ustawodawstwo, ale również obowiązujące w społeczeństwie zasady współżycia społecznego; wśród nich mieści się przeprowadzanie zabiegów operacyjnych zgodnie ze sztuką lekarską i z najwyższą starannością wymaganą od profesjonalistów w zakresie medycyny”.

Bezspornym musi być, że do podstawowych obowiązków lekarzy i personelu medycznego należy zastosowanie takiego sposobu postępowania, które przy uwzględnieniu aktualnego stanu wiedzy medycznej i należytej staranności, gwarantować będzie konkretny efekt w postaci przeprowadzenia zabiegu, który nie tylko, że nie doprowadzi do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta, ale przede wszystkim pozwoli na jego wyleczenie. Oczywistym jest, że stosowanie zabiegów zarzuconych, uznawanych za niewłaściwe czy nawet niebezpieczne, nie mieści się w takim standardzie.

Jeżeli zachowanie lekarza przy dokonywaniu zabiegu medycznego odbiega na niekorzyść od przyjętego, abstrakcyjnego wzorca postępowania lekarza, przemawia to za jego winą w przypadku wyrządzenia szkody. Wzorzec ten powinien być budowany według obiektywnych kryteriów takiego poziomu fachowości, poniżej którego postępowanie danego lekarza należy ocenić negatywnie. Właściwy poziom fachowości wyznaczają wspomniane powyżej kwalifikacje (specjalizacja, stopień naukowy), posiadane doświadczenie ogólne i przy wykonywaniu określonych zabiegów medycznych, charakter i zakres dokształcania się w pogłębianiu wiedzy medycznej i poznawaniu nowych metod leczenia. O zawinieniu lekarza może zdecydować nie tylko zarzucenie mu braku wystarczającej wiedzy i umiejętności praktycznych, odpowiadających aprobowanemu wzorcowi należytej staranności, ale także niezręczność i nieuwaga przeprowadzanego zabiegu, jeżeli oceniając obiektywnie nie powinny one wystąpić w konkretnych okolicznościach. Nie chodzi zatem o staranność wyższą od przeciętnej wymaganej, lecz o wysoki poziom przeciętnej staranności każdego lekarza jako staranności zawodowej ( art. 355 § 2 KC) i według tej przeciętnej ocenianie konkretnego zachowania.

Za odpowiedzialnością zakładu leczniczego przemawiać więc będą chociażby błędy diagnostyczne, czy opieszałość w podejmowaniu decyzji przez lekarza. Osoba o takim zawodzie ma obowiązek wykonywać go zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością ( art. 4 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty z 5 grudnia 1996 r.). Co za tym idzie, każde postępowanie diagnostyczne, lecznicze czy zapobiegawcze lekarz powinien prowadzić z należytą starannością, charakterystyczną dla wykonywanego zawodu ( art. 355 § 2 KC).

Podkreślić należy, że art. 361 § 1 KC zakłada odpowiedzialność jedynie za szkodę, która pozostaje w normalnym, adekwatnym związku przyczynowym z danym zachowaniem lub zaniechaniem. Jednakże nie może pozostawiać żadnych wątpliwości, że na gruncie tego przepisu możliwość dowodzenia takiego związku w „procesach lekarskich” ograniczona jest aktualnym stanem wiedzy medycznej. W orzecznictwie Sądu Najwyższego i sądów powszechnych w sposób utrwalony podkreśla się, że na gruncie tzw. spraw medycznych nie jest wymagane, aby związek przyczynowy został ustalony w sposób pewny. Wystarczającym jest wykazanie go w sposób wskazujący na dużą dozę prawdopodobieństwa, bez konieczności udowodnienia powiązań bezpośrednich pomiędzy przyczyną a skutkiem. Bardzo często bowiem ustalenie takiego pewnego związku przyczynowo-skutkowego może być po prostu niemożliwe.

Za dostateczne więc na gruncie sprawy jest udowodnienie, że wadliwe zachowanie lekarza, personelu medycznego ze znaczną dozą prawdopodobieństwa doprowadziło do powstania określonej szkody. Obojętnym przy tym zasadniczo musi być to, czy występowały jakieś inne potencjalne przyczyny jej wystąpienia, jeżeli udowodnione zostanie zaniedbanie lekarza, czy osób zatrudnionych w szpitalu.

Podkreślić należy, że co do zasady normalne następstwa zdarzenia, z którego wynika szkoda, to takie, które te zdarzenie ogólnie jest w stanie wywołać w normalnym biegu rzeczy. Będą wykraczać poza tą normalność jedynie takie wydarzenia, które są wynikiem okoliczności nadzwyczajnych, niezwykłych, nie mieszczących się w ramach doświadczenia życiowego, a więc takie, których normalnie nie bierze się pod uwagę. Normalne następstwo nie jest przy tym jednoznaczne ze skutkiem koniecznym. Co za tym idzie, lekarz nie będzie odpowiadał za nienormalny przebieg choroby, zabiegu, za komplikacje, które nie są możliwe do przewidzenia, a więc są nadzwyczajne. Wszelkie inne następstwa związane ze świadczoną usługą medyczną, chociażby ich wystąpienie oparte było jedynie na wysokim prawdopodobieństwie, pozostają w związku przyczynowym z postępowaniem lekarza.

Zgodnie z art. 444 § 1 KC w razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty. Wykładania powołanego przepisu nie nastręcza trudności, w judykaturze i doktrynie zgodnie wskazuje się, że odszkodowanie w nim przewidziane obejmuje wszelkie wydatki, które pozostają w związku z rozstrojem zdrowia, o ile są konieczne i celowe. Mogą być to zarówno koszty leczenia, konsultacje specjalistyczne, dodatkowa odpłatna pomoc i opieka, wydatki na lekarstwa. W ramach odszkodowania mieścić się będą również koszty związane przykładowo ze specjalistyczną dietą, dowozem do szpitala, na zabiegi, rehabilitację, a także przygotowaniem do innego zawodu. Nie może budzić wątpliwości, że mają bezpośredni związek z rozstrojem zdrowia wydatki służące usprawnieniu, rehabilitacji, poczynione na specjalistyczny sprzęt umożliwiający poruszanie się, normalne funkcjonowanie, pomocny w zabiegach terapeutycznych. Celowość i konieczność tego rodzaju wydatków wynika z potrzeby ich poniesienia w związku z danym schorzeniem w celu leczenia, usprawnienia, nie pogorszenia się stanu zdrowia. W przypadku roszczenia odszkodowawczego konieczne jest wykazanie faktu wcześniejszego poniesienia kosztów. Odszkodowanie dochodzone na podstawie art. 444 § 1 KC dotyczy bowiem zasadniczo tylko wydatków poniesionych, które spowodowały powstanie w majątku poszkodowanego określonego uszczerbku.

Małoletni powód może dochodzić tego rodzaju wydatków, chociażby zostały one poniesione za niego przez inną osobę (np. rodziców) (por. wyrok Sądu Najwyższego z 19 lipca 1968 r., I PR 228/68).

Słusznie podnosi się w orzecznictwie, że przyznanie renty z tytułu zwiększonych potrzeb na podstawie art. 444 § 2 KC nie jest uzależnione od wykazania, że poszkodowany te potrzeby faktycznie zaspokaja i ponosi związane z tym wydatki. Do przyznania renty z tego tytułu wystarcza samo istnienie zwiększonych potrzeb jako następstwo czynu niedozwolonego (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 11.03.1976 r., IV CR 50/76). W odróżnieniu od roszczenia odszkodowawczego poszkodowany nie jest więc zobowiązany do udowodnienia poniesionych wydatków i może dochodzić roszczenia nawet wówczas, jeżeli dysponuje wystarczającymi środkami z innych tytułów lub opiekę nad nim sprawują osoby (np. najbliżsi), niedomagające się w zamian żadnej finansowej rekompensaty.

Zadośćuczynienie to forma rekompensaty pieniężnej z tytułu szkody niemajątkowej, która może być przyznana przez sąd na podstawie art. 445 § 1 KC. Podstawą jego żądania jest krzywda w postaci ujemnych przeżyć związanych z cierpieniami psychicznymi i fizycznymi, wynikająca z naruszenia dóbr osobistych w postaci zdrowia. Świadczenia pieniężne mają więc przede wszystkim łagodzić ujemne przeżycia pokrzywdzonego, poprzez dostarczenie mu środków pozwalających w szerszym stopniu zaspokoić jego potrzeby i pragnienia.

Podstawą zadośćuczynienia są konsekwencje uszkodzenia ciała czy rozstroju zdrowia w postaci krzywdy, czyli cierpienia fizycznego i psychicznego. Cierpienia fizyczne to przede wszystkim ból i podobne do niego dolegliwości. Zaś cierpieniem psychicznym będą ujemne uczucia przeżywane w związku z cierpieniami fizycznymi lub następstwami uszkodzenia ciała albo rozstroju zdrowia w postaci np. zeszpecenia, konieczności zmiany sposobu życia czy nawet wyłączenia z normalnego życia (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 3 lutego 2000 r., I CKN 969/98).

Zadośćuczynienie winno mieć charakter całościowy i obejmować zarówno cierpienia fizyczne i psychiczne już doznane, czas ich trwania, jak i te, które zapewne wystąpią w przyszłości, a więc prognozy na przyszłość (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 maja 2004 r., IV CK 357/03). Podkreślić należy wyrażany w orzecznictwie pogląd, że na pojęcie krzywdy składają się nie tylko trwałe, lecz także przemijające zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu, polegające na znoszeniu cierpień psychicznych (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 20 marca 2002 r., V CKN 909/00).

W przepisach kodeksu cywilnego brak jest jakichkolwiek kryteriów, jakie należałoby uwzględniać przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia pieniężnego. Pozostawiano to ustaleniom i ocenie Sądu. W treści art. 445 § 1 KC jest mowa jedynie o „odpowiedniej sumie tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę". Kryteria wypracowało orzecznictwo.

Podnosi się, że odpowiednia suma nie oznacza kwoty dowolnej, określonej wyłącznie według uznania sądu, a do jej prawidłowego ustalenia wymagane jest uwzględnienie wszystkich okoliczności, jakie mogą mieć w konkretnym przypadku znaczenie. Zarówno okoliczności wpływające na wysokość zadośćuczynienia, jak również kryteria ich oceny winny być rozważane indywidualnie, wyłącznie w odniesieniu do konkretnej osoby pokrzywdzonego (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 listopada 2009 r., III CSK 62/09). Z orzecznictwa wynika więc zasada wszechstronności i indywidualizacji.

Subiektywny charakter krzywdy powoduje, że przydatność kierowania się przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia sumami zasądzonymi z tego tytułu w innych przypadkach jest ograniczona. Nie bez znaczenia może to być jednak być z punktu widzenia poziomu zamożności społeczeństwa, czy kwot, jakie przyznawane są w zbliżonych okolicznościach faktycznych.

Ustalając wysokość zadośćuczynienia należy mieć na względzie, że ma ono mieć przede wszystkim charakter kompensacyjny, a więc przedstawiać ekonomicznie odczuwalną wartość. Kwota zadośćuczynienia ma być więc wyłącznie pochodną wielkości doznanej krzywdy.

Orzecznictwo wskazuje, że uwzględniając - przy ustalaniu zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę - potrzebę utrzymania jego wysokości w rozsądnych granicach, odpowiadających aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa, nie można podważać jednocześnie powołanej powyżej kompensacyjnej funkcji zadośćuczynienia. Nie może zarazem kwota zadośćuczynienia stanowić jednak źródła wzbogacenia, a jedynym kryterium dla oceny wysokości zasądzonego zadośćuczynienia jest rozmiar krzywdy powoda. Zadośćuczynienie nie może także spełniać wyłącznie celów represyjnych, bowiem jest sposobem naprawienia krzywdy wyrządzonej jako cierpienia fizyczne oraz cierpienia psychiczne związane z uszkodzeniami ciała lub rozstrojem zdrowia (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 3 lutego 2000 r., I CKN 969/98).

Mając na uwadze orzecznictwo można wskazać, że rozważając zasadność dochodzonej kwoty Sąd winien brać m.in. pod uwagę: wiek poszkodowanego, rodzaj i rozmiar doznanych obrażeń, stopień i rodzaj cierpień fizycznych i psychicznych, intensywność (natężenie, nasilenie) i czas trwania tych cierpień, ewentualnie stopień kalectwa, nieodwracalność następstw uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia (kalectwo, oszpecenie), skutki uszczerbku w zdrowiu na przyszłość, szanse na przyszłość, związane np. z możliwością kontynuowania czy podjęcia nauki, z wykonywaniem wyuczonego zawodu, życiem osobistym, poczucie nieprzydatności społecznej i bezradność życiowa powstałe na skutek zdarzenia wywołującego obrażenia ciała, konieczność korzystania ze wsparcia innych, w tym najbliższych, przy prostych czynnościach życia codziennego, pozbawienie możliwości zajmowania się gospodarstwem domowym, wykluczenie z życia społecznego, ograniczenia w życiu rodzinnym.

Istotne ponadto mogą być: rodzaj i stopień winy sprawcy, w szczególności szczególnie wysokie natężenie tej winy – a nawet jej odczucia przez poszkodowanego, aktualne warunki oraz stopa życiowa społeczeństwa kraju, w którym mieszka poszkodowany, konieczność przedstawiania przez sumę zadośćuczynienia odczuwalnej wartości ekonomicznej, przynoszącą poszkodowanemu równowagę emocjonalną, naruszoną przez doznane cierpienia, zachowanie się i postawa osoby odpowiedzialnej za szkodę wyrządzoną czynem niedozwolonym – bowiem obojętne zachowanie się tej osoby wobec wyrządzonej szkody może pogłębić u pokrzywdzonego poczucie wynikające z uszkodzenia ciała, trwałość kalectwa powodującego cierpienia fizyczne oraz ograniczenie ruchów i wykonywanie czynności życia codziennego.

Na gruncie najnowszego orzecznictwa w przedmiocie zadośćuczynienia widoczna jest wyraźna tendencja do zaniechania przyznawania kwot niskich, podkreślanie głównie kompensacyjnej funkcji zadośćuczynienia i dążenie do tego, aby stanowiło ono realne i rzeczywiście odpowiadającej krzywdzie świadczenie. Coraz częściej dochodzi również do zasądzenia kwot o znacznej wysokości, ze wskazaniem na inne podobne przypadki. Dobitnym tego przykładem jest wyrok Sądu Najwyższego z dnia 22 stycznia 2014 r., III CSK 98/13, gdzie wskazano, że „powoływanie się przy ustalaniu zadośćuczynienia na potrzebę utrzymania jego wysokości w rozsądnych granicach, odpowiadających aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa - niepozbawione całkowicie znaczenia - nie może prowadzić do podważenia funkcji kompensacyjnej zadośćuczynienia. Wprawdzie subiektywny ze swej istoty charakter krzywdy ogranicza przydatność kierowania się przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia sumami zasądzonymi w innych sprawach, jednakże nie eliminuje jej całkowicie. Ze względu na niemożność przeliczenia krzywdy na pieniądze, konfrontacja danego przypadku z innymi może dać orientacyjną wskazówkę co do wysokości odpowiedniego zadośćuczynienia w podobnych wypadkach i pozwolić uniknąć znaczących dysproporcji”.

Rozważając wysokość zasądzonej kwoty w odniesieniu do poglądów orzeczniczych, warto również powołać się na wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24.02.2011 r. (I CSK 389/10), gdzie dokonano analizy orzecznictwa w zakresie wysokości zadośćuczynienia i charakteru tego świadczenia, jednocześnie uznając w konkretnych okolicznościach sprawy kwotę 1.000.000 zł jako adekwatną do krzywdy dziecka, które w wyniku błędów lekarskich cierpiało po urodzeniu i ostatecznie zmarło.

Sprawa sądowa opracowana przez Kancelarię

Szkoda w niniejszej sprawie była niewątpliwa. Małoletni powód w wyniku komplikacji okołoporodowych doznał olbrzymiego uszczerbku na zdrowiu w postaci porażenia mózgowego dziecięcego. Szkoda dotyczyła więc jego podstawowego dobra osobistego, jakim jest zdrowie. Stan, w jakim urodził się I., zdiagnozowane dolegliwości, aktualna kondycja i występujące schorzenia – okoliczności te musiały być poza wszelkim sporem, zostały wykazane zarówno dokumentacją lekarską, zeznaniami świadków oraz stron, jak i opiniami biegłych (przede wszystkim neurologiczno-rehabilitacyjną oraz neonatologiczną).

Rozmiar szkody w organizmie powoda jest bez wątpienia ogromny: uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, połączone m.in. z niedowładem kończyn, czy trudnościami w mowie i związane z tym ograniczenia w rozwoju oraz funkcjonowaniu. Te schorzenia uniemożliwiają mu praktycznie jakiekolwiek samodzielne funkcjonowanie, wyłączając go z życia społecznego, ograniczając życie rodzinne i pozbawiły go możliwości normalnego rozwoju, dzieciństwa oraz zniwelowały w znacznym stopniu szanse na zwykłe życie w przyszłości.

Niezależnie od powyższego wystąpiły w ocenie Sądu błędy organizacyjne po stronie pozwanego szpitala, które pozwalały również na przypisanie bezprawności (w rozumieniu powyżej wskazanym, a więc świadczeniu usług medycznych odpowiednich do obecnego poziomu, należytej staranności w zakresie zapewnienia leczenia odpowiedniego do przeciętnego poziomu usług, zapewnieniu odpowiedniej organizacji, bezpieczeństwa i opieki nad pacjentem) oraz winy niezbędnej dla przyjęcia jego odpowiedzialności odszkodowawczej.

Poczynione ustalenia faktyczne dawały bowiem podstawę do stwierdzenia, że w zakresie organizacji pracy i przyjęć na oddziale porodowym wystąpiły uchybienia, które odbiegają od powołanych - nie tylko podwyższonych, ale również podstawowych, wymaganych przy tego typu usługach - standardów. W tym zakresie należało oczywiście odwołać się do wiedzy specjalistycznej.

Biegła ginekolog wskazała m.in. na brak prawidłowego nadzoru położniczego nad rodzącą. Ze strony pozwanych (szczególnie M. M.) padały wskazania, że lekarz odbierający poród był tego dnia jedynym dyżurnym na kilku oddziałach. W sposób niewątpliwy może to wpływać na zdolność do uczestniczenia przez niego w danym zabiegu. Jednakże tego rodzaju okoliczność nijak nie powinna zwalniać pozwanego szpitala od odpowiedzialności. Obowiązkiem dyrekcji spzoz-u było takie zorganizowanie pracy podczas dyżuru, aby zabezpieczyć prawidłowy udział lekarza podczas świadczonej usługi medycznej, gwarantujący właściwe rozpoznanie i podjęcie odpowiedniej do przebiegu zabiegu, leczenia decyzji.

Biegła ginekolog w sposób pozbawiony wątpliwości wskazała również na konieczność zastosowania kleszczy bądź próżnociągu w II okresie porodu, co doprowadziłoby do jego zakończenia w sposób zabiegowy, w krótszym czasie. To zaś pozwoliłoby na skrócenie okresu niedotlenienia, którego efektem był stan małoletniego powoda po urodzeniu. Pozwany szpital wykazywał, że na oddziale znajdowały się kleszcze, które były sterylne. Przeprowadzone postępowanie dawało jednak również podstawę do ustalenia, że były zardzewiałe.

Standardem powinno być zapewnienie w szpitalu wszelkich niezbędnych narzędzi umożliwiających zabiegowe zakończenie porodu. Poza sporem było, że na wyposażeniu oddziału położniczego nie było próżnociągu. Zaniedbania w zakresie niezabezpieczenia niezbędnego z punktu widzenia nowoczesnej medycyny sprzętu niewątpliwie wskazywały na naruszenie podstawowych standardów w zakresie usług medycznych, co dawało podstawę do przypisania bezprawności zaniechaniom szpitala w tym zakresie. Ponadto niewątpliwie tego rodzaju sytuacja mogła być tylko i wyłącznie wynikiem niedbalstwa dyrekcji zakładu, co powoduje, że przypisanie zawinienia również było możliwe.

W zakresie działań podejmowanych przez lekarza położnika i personel medyczny, biegła ginekolog wskazała na brak analizy postępu porodu i objawów zagrażającej zamartwicy u płodu, brak decyzji o ukończeniu porodu w jego I okresie przy założeniu, że prowadzący poród powinien mieć świadomość, że nie ma możliwości szybkiego zakończenia porodu w II okresie (brak próżnociągu lub gotowych kleszczy). Ponadto, w sytuacji, gdy wystąpił spadek tętna płodu, nie zastosowano kleszczy, które były na oddziale (jałowe) i zamiast tego podjęto decyzji o ukończeniu porodu siłami natury, co doprowadziło do jego zakończenia przy użycia chwytu Kristellera. Analiza ustalonych okoliczności, przy uwzględnieniu wiedzy specjalistycznej biegłej pozwalała stwierdzić, że poród przebiegał nieprawidłowo, niezgodnie ze standardami i wymaganą w tym zakresie starannością. Niewątpliwie występował nieprawidłowy nadzór lekarza i personelu medycznego nad rodzącą.

Waga urodzeniowa małoletniego powoda była dość duża (4300 g), okoliczność ta sama w sobie mogła już stanowić podstawę do rozważenia decyzji o ewentualnym zastosowaniu cesarskiego cięcia. Aczkolwiek w ocenie biegłej nie było błędem zaniechania badania USG po przyjęciu rodzącej do szpitala, to nie zmienia to faktu, że wskazała ona na konieczność prawidłowego postępowania w tym zakresie, zgodnego z wiedzą medyczną działania mającego na celu chociażby oszacowanie wagi płodu, np. przez zastosowanie chwytu Leopolda. Ustalenie tego rodzaju okoliczności, przy jednoczesnej koniecznej w ramach starannego przeprowadzenia porodu świadomości potencjalnej niemożliwości użycia kleszczy czy próżnociągu, było niewątpliwie obowiązkiem personelu medycznego już w chwili przyjęcia rodzącej na oddział położniczy. W okolicznościach sprawy brak było podstaw do stwierdzenia, że takie czynności podjęto.

Oczywiście można twierdzić, że wykonane w czasie ciąży ostatnie USG i okres, który od niego minął, mogły dawać podstawę do oszacowania, że waga płodu nie będzie tak duża. Taki hipotetyczny wniosek byłby jednak zasadny w okolicznościach prawidłowego zabezpieczenia Sali porodowej w sprzęt niezbędny do zabiegowego zakończenia porodu. Przy braku próżnociągu i oczywistej w świetle materiału dowodowego wątpliwości co do możliwości użycia kleszczy, zaniechanie takich czynności nie mieściło się w standardzie usługi oczekiwanej od placówki typu pozwany szpital, świadczonej przez jego personel.

Okoliczności związane z potencjalną niemożliwością użycia kleszczy wskazują ponadto na dalece idącą niedbałość lekarza i pozostałych pracowników zakładu leczniczego. Oczywistym w świetle stwierdzenia, że nie zostały one wykorzystane oraz, iż ich „wygląd zewnętrzny” mógł sugerować, że mogą nie nadawać się do użytku, było domniemanie faktyczne, że personel medyczny nie podjął jakichkolwiek wcześniejszych czynności sprawdzających w tym zakresie i pomimo tego podjął się odebrania porodu. Znamienną w tym zakresie była wypowiedź biegłej ginekolog, która wskazała, że nie podjęłaby się dyżuru, gdyby nie mogła skorzystać z kleszczy lub próżnociągu. Te okoliczności wskazują jednoznacznie, że po stronie M. M. również wystąpiła dalece idąca nienależyta staranność, gdyż nie podjął on żądnych czynności w celu ustalenia, czy będzie mógł zakończyć poród w sposób zabiegowy w jego II okresie. Nie może budzić wątpliwości, że wykonując swoje obowiązki należycie i starannie nie powinien dopuścić do takiej sytuacji. Stwierdzając zaś, że tego rodzaju okoliczności występują, powinien zwiększyć zakres nadzoru nad rodzącą, powinna ona być prawidłowo zdiagnozowana już w chwili przyjęcia do szpitala, w celu powzięcia decyzji co do ewentualnego zakończenia porodu np. przez cesarskie cięcie.

Dokumentacja medyczna nie dawała jednoznacznej odpowiedzi, kiedy M. M. pojawił się na Sali porodowej. On sam twierdził, że został wezwany, gdy rozpoczynał się już II okres porodu, a więc gdy dochodziło do spadku tętna płodu. Niewątpliwym jest, że rola i przygotowanie zawodowe położnej pozwala jej na samodzielne podejmowanie pewnych czynności w przebiegu porodu. Jednakże – jak wskazała biegła – udział lekarza niezbędny w II okresie porodu, powinien już mieć miejsce wcześniej, gdy wystąpią pierwsze nieprawidłowości, wskazujące na potencjalną podstawę do obaw, że mogą pojawić się komplikacje. Z ustaleń powołanej specjalistki ginekolog wynikało niezbicie, że w sytuacji takiej jak opisana powyżej (świadomość braku lub niemożliwości użycia sprzętu położniczego), już o godz. 0.00, gdy stwierdzono zwiększone tętno płodu, powinno dojść do rozważenia zastosowania cesarskiego cięcia. Tego rodzaju objawy oczywiście nie muszą wskazywać na niedotlenienie, jednakże należyta staranność wymagana od lekarza i personelu medycznego nakazywała uwzględnienie faktu, że nie będzie możliwe zakończenie zabiegowe porodu w jego II okresie i w takich okolicznościach dokonanie oceny potencjalnego ryzyka dla matki i płodu, z punktu widzenia dążenia do niezakłóconego urodzenia się zdrowego dziecka.

Niezależnie więc od tego czy M. M. został wezwany na salę, gdy rozpoczął się drugi okres porodu, czy też wcześniej, niewątpliwie występowało niezapewnienie pacjentce należytego nadzoru i w wyniku tego niewłaściwe oszacowanie ryzyka związanego z dalszym dążeniem do urodzenia noworodka za pomocą sił natury. O godz. 0.00 powinna być już podjęta decyzja co do dalszego przebiegu porodu, zaś w warunkach takiego, a nie innego wyposażenia sali porodowej, lekarz powinien niezwłocznie wiedzieć o nieprawidłowościach w zapisach KTG z tej godziny i na nie zareagować. To czy został poinformowany o tym przez położną, czy też nie, pozbawione było znaczenia, gdyż z uwagi na świadomość braku faktycznej możliwości szybkiego zakończenia porodu w II okresie, położnik powinien być obecny przy pacjentce już wcześniej, nadzorować jego przebieg starannie, w celu podjęcia ewentualnych prawidłowych decyzji. Z takiego punktu widzenia nieistotnym było np. to, że nie występowały w KTG zapisy charakterystyczne dla tzw. kolizji pępowinowej.

Te nieprawidłowości prowadziły do dalszych błędów. Z wniosków biegłej wynika, że do godz. 1.30 możliwe było wykonanie jeszcze cesarskiego cięcia. Zaburzenia w tętnie płodu (zwolnienia) położna zaczęła odnotowywać o tej godzinie. Oczywistym musi być wobec tego fakt, że najbardziej prawdopodobnym jest wystąpienie niedotlenienia w II okresie porodu. Poczynienie przez lekarza wcześniejszych ustaleń co do możliwości użycia kleszczy (zardzewiałych, ale jałowych), a więc starannego przygotowania się do przeprowadzenia zabiegu, w takiej sytuacji powinno skutkować decyzją o zakończeniu porodu przy ich wykorzystaniu. Brak wiedzy pozwanego w tym zakresie lub jedynie jego przeświadczenie, że nie nadają się do użytku, bez wcześniejszego sprawdzenia takich okoliczności, doprowadziło do tego, że II okres porodu trwał – z punktu widzenia uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego płodu w wyniku niedotlenia – bardzo długo, 35 minut. Jednocześnie wobec wyraźnych sygnałów wskazujących na możliwe komplikacje, włącznie ze śmiercią noworodka, M. M. zdecydował się na zastosowanie zabiegu zarzuconego, uznawanego za szkodliwy, chwytu Kristellera.

Oczywiście można twierdzić, że dokonanie takiego rękoczynu w zasadzie uratowało życie dziecku. Jednakże z punktu widzenia współczesnej wiedzy z zakresu położnictwa (na co wskazywała biegła ginekolog) oraz znanych skutków zastosowania takiego chwytu (co wynikało z opinii neonatologa), ryzyko związane z jego wykonaniem i potencjalne skutki wpływające na zwiększenie niedotlenienia wskazywały, że w razie prawidłowego rozpoznania, dbałej i starannej oceny przebiegu porodu, uwzględnienia wyposażenia Sali porodowej, nie powinno dojść do jego wykonania.

Reasumując powyższe. Poczynione ustalenia faktyczne, a także odwołanie się do wiedzy specjalistycznej pozwalały na gruncie niniejszej sprawy dokonanie przez Sąd oceny działań i zaniechań pozwanego szpitala oraz podlegających mu pracowników jako bezprawne i zawinione.

Bezprawność przejawiała się w braku zapewnienia warunków przeprowadzenia porodu stosownie do aktualnego stanu wiedzy medycznej i poziomu usług, niezachowania oczekiwanej od placówki leczniczej, lekarza i personelu medycznego staranności związanej z wykonywanym zawodem i organizacją pracy, co niewątpliwie naruszało standardy ustawowe, związane z zasadami współżycia społecznego oraz wymagane od pozwanych.

Wina, a więc subiektywny stosunek sprawcy do czynu, niewątpliwie przejawiała się w niedbalstwie, nienależytej staranności, zlekceważeniu podstawowych standardów świadczenia usług medycznych związanych z porodem, godzeniu się z tym, że pomimo nieprawidłowych warunków są one wykonywane. Możliwość przypisania winy, przynajmniej nieumyślnej, tak lekarzowi, personelowi medycznemu, jak i szpitalowi (w zakresie zaniedbań organizacyjnych i związanych z wyposażeniem, co obciąża organ osoby prawnej) nie mogła budzić najmniejszych wątpliwości.

Przedstawione w pozwie przez powodów wydatki objęte żądaniem odszkodowania (wskazane w pozwie i następnie modyfikacji powództwa) były niewątpliwie wywołane potrzebą zapewnienia powodowi odpowiedniego leczenia, rehabilitacji. Biegli neurolog i terapeuta ocenili zakup sprzętów takich jak pionizator, fotelik rehabilitacyjny, orteza, itp. jako konieczne i uzasadnione stanem zdrowia małoletniego. Ponadto powód dodatkowo żądał zapłaty z tytułu zakupu niezbędnego dla niego sprzętu, tj. wózka, kolejnego aparatu tulejkowego, roweru rehabilitacyjnego trójkołowego. Sprzęt taki - z punktu widzenia potrzeb małoletniego wynikających z jego stanu zdrowia, konieczności jego dalszej intensywnej rehabilitacji, umożliwienia mu poruszania się - niewątpliwie jest mu potrzebny, celowy i konieczny. Wszelkie wydatki poczynione na zakup przedmiotów wskazanych w pozwie oraz na część z nich, opisanych w ww. piśmie, zostały wykazane stosownymi dowodami zapłaty.

Oceniając stan faktyczny ustalony w niniejszej sprawie, odnosząc się do powołanych wyżej kryteriów, które należało wziąć pod uwagę przy ocenie żądania zadośćuczynienia, w ocenie Sądu dochodzona kwota 1.100.000 zł była w pełni zasadna i podlegała zasądzeniu. Nie mogło budzić najmniejszych wątpliwości, że rozmiar cierpień małoletniego powoda jest ogromny. Jego niepełnosprawność rokuje niewielkie szanse na zdecydowaną poprawę w przyszłości. Jest on dzieckiem siedmioletnim, które w wyniku rozstroju zdrowia zostało pozbawione jakiegokolwiek dzieciństwa. Życie I. wypełnione jest w zasadzie ciągłą rehabilitacją i leczeniem. Nie ma możliwości poruszania się, nie może wykonać podstawowych czynności, potrzebuje pomocy we wszystkim – od potrzeb fizjologicznych, poprzez umycie się, do ubrania, przemieszczania się czy nawet położenia się. Ma ograniczoną możliwość porozumiewania się, komunikuje się w sposób, który być może jest zrozumiały dla najbliższych, jednakże dotychczas wyłączał go z udziału w życiu społecznym, rówieśniczym. Jednocześnie, pomimo tych schorzeń fizycznych, zachowuje on sprawność intelektualną odpowiednią do wieku, co powoduje, że w pełni zdaje sobie sprawę ze swojego stanu, może porównywać go do sytuacji innych „normalnych” ludzi, czy dzieci w swoim wieku.

Rozmiar cierpień powoda jest w zasadzie niewyobrażalny i nie do zmierzenia. Od strony fizycznej jest to nie tylko brak możliwości poruszania się, wykonywania nawet prostych czynności, lecz również to, że dotychczasowe jego życie składa się właściwie z terapii, ćwiczeń, rehabilitacji. Skutki stanu zdrowia dla jego psychiki właściwie nie wymagają dodatkowego komentarza. Choroba, którą jest dotknięty I. pozbawiła go człowieczeństwa, dzieciństwa, życia społecznego, uczestniczenia w normalnym, przeciętnym życiu rodzinnym, rozwoju adekwatnego do rówieśników, wszelkich drobnych i znaczących przyjemności oraz obowiązków, które wpływają na funkcjonowanie danej osoby w społeczeństwie.

Te wszelkie cierpienia dotknęły go i dotykają od chwili urodzin, są niezmiennym i trwałym elementem jego życia. Jest on niepełnosprawny całkowicie, rozstrój zdrowia z punktu widzenia aktualnej wiedzy medycznej jest w zasadzie nieodwracalny. Ten stan pozbawia go możliwości rozwoju i udziału w życiu społecznym w przyszłości, skazuje na wieczną pomoc innych osób, co z kolei znacznie ogranicza jego obecne i przyszłe życie osobiste. U powoda już teraz występują myśli związane z odmiennością, a więc prowadzące do poczucia nieprzydatności czy bezradności. Może on obserwować chociażby chłopców w jego wieku, z pełną świadomością, że nie może tak jak oni biegać, bawić się, czy korzystać z tych wszystkich rzeczy, które są ogólnie dostępne dla każdego zdrowego człowieka.

Stan zdrowia powoda jest wynikiem czynników całkowicie niezależnych od niego. Do wystąpienia porażenia mózgowego doszło zaś w wyniku zaniedbań i braku należytej staranności ze strony szpitala i jego personelu medycznego. Sprawcy szkody właściwie do dzisiaj nie wyrazili skruchy związanej z takim stanem rzeczy.

Wszelkie powyższe okoliczności, w tym przyjęcie podstawowej funkcji zadośćuczynienia, a więc jego charakteru kompensacyjnego, ocena skutków szkody wyrządzonej przez pozwanego powodowi, rozmiar cierpień fizycznych i psychicznych I., w ocenie Sądu nie mogły budzić wątpliwości, że dochodzona kwota 1.100.000 zł w realiach niniejszej sprawy była w pełni uzasadniona i zasługiwała na uwzględnienie. Wyrok Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie - III Wydział Cywilny z dnia 22 grudnia 2014 r. III C 1315/10

W przypadku jakichkolwiek pytań bądź wątpliwości w zakresie błędu medycznego lekarza albo szpitala, odszkodowania czy zadośćuczynienia pozostajemy do Państwa dyspozycji.

Z wyrazami szacunku.

Dodaj komentarz