Odszkodowanie za martwicę, pęknięcie i wycięcie odbytnicy oraz założenie stomii jako błąd medyczny

Odszkodowanie za martwicę, pęknięcie i wycięcie odbytnicy oraz założenie stomii jako błąd medyczny

Podstawę odpowiedzialności szpitala stanowić będą przepisy art. 415 KC w zw. z art. 430 KC. Zgodnie z tym drugim przepisem „kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”. Nie ulega wątpliwości, że za zawinione błędy personelu medycznego zatrudnionego w szpitalu odpowiedzialność cywilną ponosi zakład leczniczy. Lekarz, czy pielęgniarka, udzielający świadczeń zdrowotnych w związku z zatrudnieniem w zakładzie leczniczym nie ponosi indywidualnej odpowiedzialności za szkody wyrządzone pacjentom z winy nieumyślnej przy wykonywaniu czynności zawodowych. Odpowiedzialność w takim przypadku, jak w niniejszej sprawie, ponosi wyłącznie szpital. Zasada ta nie budzi większych wątpliwości w orzecznictwie sądowym. Sąd Najwyższy np. w wyroku z 13 grudnia 2007 r. (sygn.. I CSK 384/07) przyjął odpowiedzialność szpitala za zawiniony błąd diagnostyczny zatrudnionego w nim lekarza i podjęciu w związku z tym błędnej decyzji co do dalszego postępowania medycznego. Na podobnym stanowisku stanął także Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyroku z 21 lutego 2006 r. (sygn. I ACa 69/06), który uznał odpowiedzialność szpitala za „wadliwe i nieprawidłowe postępowanie lekarzy w ocenie stanu płodu i opóźnienie porodu, co spowodowało niedotlenienie dziecka, skutkujące ciężkim kalectwem i nieuleczalną chorobą” (PiM 2007/4/130).

Szpital ponosi odpowiedzialność nie tylko za działanie personelu medycznego, ale także zaniechanie dokonania określonego świadczenia zdrowotnego, lub zwłokę w jego dokonaniu. Zaznaczyć przy tym trzeba, że w przypadku tzw. odpowiedzialności zastępczej szpitala za zatrudniony w nim personel medyczny, nie ma potrzeby wskazywania konkretnej osoby, której działanie, bądź zaniechanie z powodu braku należytej staranności, spowodowało powstanie szkody. Wystarczy wykazanie, że błędu, czy też niedbalstwa dopuściła się osoba wchodząca w skład zespołu pracowników szpitala (tzw. wina anonimowa, czy też bezimienna) – patrz np. wyrok Sądu Najwyższego z 21 listopada 1974 r., sygn.. II CR 638/74, OSPiKA 1975, poz. 108, wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 8 lutego 2006 r., sygn. I ACa 1131/05, wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie z 4 kwietnia 2002 r. , sygn. I C656/99, PiM 2004/2. Podobnie Kinga Bączyk – Rozwadowska „Odpowiedzialność cywilna za szkody wyrządzone przy leczeniu - zarys wykładu”. UMK Toruń. W uchwale z 21 listopada 1967 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że „imienne wskazanie sprawcy nie jest konieczne. Wystarcza ustalenie, że sprawcą jest organ zakładu pracy albo którykolwiek z jego pracowników bądź osoba, za której postępowanie zakład pracy jest odpowiedzialny w myśl art. 429 i 430 KC” (sygn. III PZP 34/67, OSNCP 1968, z. 6, poz. 94).

Dodać należy, że w tzw. procesach lekarskich nie wymaga się ustalenia związku przyczynowego w sposób absolutnie pewny. Sąd Najwyższy w wielu orzeczeniach podkreślał, że w sytuacjach w których chodzi o życie i zdrowie ludzkie nie można mówić o całkowitej pewności, lecz co najwyżej o wysokim stopniu prawdopodobieństwa faktu, że szkoda wynikła z określonego zdarzenia. Jeśli prawdopodobieństwo to zostanie wykazane, związek przyczynowy należy uznać za wykazany (patrz np. wyrok Sądu Najwyższego z 5 lipca 1967 r., I PR 74/67, OSN z 1968 r. poz. 26, wyrok Sądu Najwyższego z 13 czerwca 2000 r., V CKN 34/00, wyrok Sądu Najwyższego z 27 lutego 1998 r., II CKN, 625/97).

Można także mówić o winie własnej zakładu leczniczego (tzw. organizacyjnej). Szpital odpowiada bowiem m.in. za to, by zatrudniać odpowiednią liczbę personelu w stosunku do przebywających na oddziałach pacjentów, tak, by zapewnić im należytą i staranną opiekę. Należy pamiętać bowiem, że pacjenci znajdują się w zakładzie opieki zdrowotnej gdzie mogą oczekiwać na wzmożoną, np. w stosunku do warunków domowych, opiekę zdrowotną, która zapewni im polepszenie a nie pogorszenie ich stanu zdrowia, z tego tylko powodu, że poszczególne pielęgniarki mają pod opieką zbyt dużą liczbę pacjentów. Powszechnie znane są problemy polskiej służby zdrowia, nie usprawiedliwia to jednak kierownictw poszczególnych szpitali, w których zatrudnia się zbyt małą liczbę pracowników w stosunku do liczby przyjmowanych pacjentów, czy też wadliwie organizuje się ich dyżury.

Zgodnie z art. 4 ustawy „o zawodach lekarza i lekarza dentysty” z 5 grudnia 1996 r. lekarz ma obowiązek wykonywać zawód, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością. Z opisanym obowiązkiem lekarza skorelowane jest prawo pacjenta do uzyskania świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej ( art. 19 ustawy z dnia 30 sierpnia 1991 r. o zakładach opieki zdrowotnej, t.j. Dz.U. z 2007 r. Nr 14, poz. 89 ze zm.). Od lekarzy wymaga się staranności wyższej niż przeciętna, z uwagi na przedmiot ich działań, którym jest człowiek a skutki ewentualnego błędu mogą być nieodwracalne (patrz. np. Małgorzata Serwach. „Odpowiedzialność cywilna zakładów opieki zdrowotnej na tle planowanej komercjalizacji”. Łódzki Uniwersytet Medyczny, wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 11 października 2013 r., sygn. akt I ACa 898/13, biuletyn Orzeczeń SA we Wrocławiu,wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 9 marca 2001 r. I ACa 124/01). „Należyta staranność w stosunku do lekarzy powinna być rozumiana jako obiektywnie istniejący wzorzec postępowania obowiązujący każdego lekarza w tym samym stopniu. W literaturze, na podstawie analizy orzecznictwa sądowego, twierdzi się, że musi to być jednak staranność wysokiego stopnia, oznaczająca, że powstanie wypadku czy innego ujemnego dla pacjenta zdarzenia wyrządzającego mu szkodę było nie do uniknięcia nawet przez najbardziej przezornego, starannego i kwalifikowanego lekarza (wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 12 kwietnia 2017 r., sygn. akt I ACa 1327/16, Biuletyn Orzeczeń SA w Łodzi). Wymaga się od lekarza staranności wyższej niż przeciętna, określana jako „staranność znawców"(patrz - glosa do wyroku SN z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09 (w:) M. Nesterowicz, Prawo medyczne. Komentarze i glosy do orzeczeń sądowych, WK 2017). „Od lekarza oczekuje się zachowania staranności, ocenianej pod kątem określonego wzorca, standardu postępowania, przy przyjęciu kryterium wysokiego poziomu przeciętnej staranności każdego lekarza, jako jego staranności zawodowej. Przy ocenie postępowania lekarza należy też mieć na względzie uzasadnione oczekiwanie nie narażenia pacjenta na pogorszenie stanu zdrowia, przydatny może być również test oparty na pytaniu, czy niekorzystnego skutku można było uniknąć oraz czy lekarz w danym przypadku powinien był i mógł zrobić więcej (lepiej)” –wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 stycznia 2013 r., IV CSK 431/12. Chodzi tu o wysoki poziom przeciętnej staranności każdego lekarza jako staranności zawodowej ( art. 355 § 2 KC) i według tej przeciętnej ocenianie konkretnego zachowania (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09).

Na podstawie art. 445 § 1 KC w razie uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednia sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. Podstawą zadośćuczynienia jest krzywda polegająca na cierpieniach fizycznych i psychicznych związanych z rozstrojem zdrowia. Art. 445 § 1 KC nie zawiera żadnych kryteriów, jakie należy uwzględniać przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia, wobec czego kryteria te zostały wypracowane przez judykaturę. Spośród funkcji spełnianych przez zadośćuczynienie współcześnie na czoło wysuwa się funkcja kompensacyjna. Przyznana z tego tytułu suma pieniężna powinna wynagrodzić doznane przez poszkodowanego cierpienia fizyczne i psychiczne oraz utratę radości życia. Ma mu również ułatwić przezwyciężenie ujemnych przeżyć, dzięki czemu zostaje przywrócona, przynajmniej częściowo, równowaga, która została zachwiana na skutek popełnienia czynu niedozwolonego. Dla wysokości zadośćuczynienia jako świadczenia o charakterze kompensacyjnym, podstawowe znaczenie ma zawsze rozmiar doznanej krzywdy, który zależy od wielu czynników m.in. trwałości i skutków wypadku lub okresu trwania objawów chorobowych i ich nasilenia, stopnia cierpień fizycznych i psychicznych, ich intensywności i czasu trwania, nieodwracalności następstw uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia (kalectwa, oszpecenia), rodzaju wykonywanej pracy, szans na przyszłość, poczucia nieprzydatności społecznej, bezradności życiowej, wieku poszkodowanego, jego osobistej sytuacji, w tym również jego przyszłych perspektyw życiowych. Znaczenie może mieć również stopień winy sprawcy szkody i odczucia jej przez poszkodowanego. (por. wyroki SN z 12.04.1972 r., II CR 57/72, opubl. OSNCP 1972 nr 10, poz. 183; z 30.11.1999 r., I CKN 1145/99, z 27.08.1969 r., (...), opubl. OSNCP 1970 nr 6, poz. 111; z 12.09.2002 r., IV CKN 1266/00, opubl. z 13.03.1973 r., II CR 50/73, opubl. z 9.11.2007 r., V CSK 245/07, opubl. (...) poz. 95).

Stosownie do treści art. 444 § 2 KC w zw. z art. 444 § 1 KC jeżeli na skutek uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia poszkodowany utracił całkowicie lub zdolność do pracy zarobkowej albo jeżeli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może on żądać od zobowiązanego do naprawienia odpowiedniej renty. Zwiększenie się potrzeb poszkodowanego stanowi szkodę przyszłą, wyrażając się w stale powtarzających się wydatkach na ich zaspokojenie np. konieczność stałych zabiegów, rehabilitacji, specjalnego odżywania. Przyznanie renty z tytułu zwiększonych potrzeb na podstawie art. 444 § 2 KC nie jest uzależnione od wykazania, że poszkodowany te potrzeby faktycznie zaspokaja i ponosi związane z tym wydatki. Do przyznania renty z tego tytułu wystarcza samo istnienie zwiększonych potrzeb jako następstwa czynu niedozwolonego (por. wyrok SN z 11 marca 1976 r., IV CR 50/76, OSNCP 1977, nr 1, poz. 11). Prawo poszkodowanego w wypadku przy pracy do ekwiwalentu z tytułu zwiększonych potrzeb, polegających na korzystaniu z opieki osoby trzeciej, nie jest uzależnione od wykazania, że poszkodowany efektywnie wydał odpowiednie kwoty na koszty opieki. Okoliczność zaś, że opiekę nad poszkodowanym sprawowali jego domownicy, nie pozbawia go prawa żądania zwiększonej z tego tytułu renty uzupełniającej opartej na art. 161 k.z. (obecnie art. 444 § 2 KC –por. wyrok SN z 4 marca 1969 r. I PR 28/69, OSNCP 1969, nr 12, poz. 229).

Zauważyć należy, iż judykatura ukształtowana na gruncie art. 444 § 1 KC uznaje za dopuszczalną szeroką wykładnię pojęcia wydatków związanych z leczeniem skutków uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia. W wyroku z dnia 19 czerwca 1969 r. sygn. akt V PRN 2/75 (opubl. OSNCP 1976 r. Nr 4, poz. 70) Sąd Najwyższy wyjaśnił, iż zwrot wydatków na podawanie choremu bardziej wyszukanych potraw, większych ilości owoców, słodyczy itp., choćby z punktu widzenia lekarskiego chory nie wymagał specjalnej diety, znajduje usprawiedliwienie w art. 444 § 1 KC, chyba że byłyby wyraźne zalecenie lekarskie nakazujące ograniczenie diety. Z kolei w wyroku z dnia 26 czerwca 1969 r., sygn. akt II PR 217/69 (opubl. OSNCP 1970, nr 3, poz. 50) Sąd Najwyższy uznał, iż szukanie pomocy i porady u wybitnych specjalistów oraz w znanym zakładzie leczniczym nie może być uznane za zbędne, obowiązek więc zwrócenia związanych z tym wydatków objęty jest art. 444 § 1 KC

Sprawa sądowa opracowana przez Kancelarię

Z. T. przyjęta została na Oddział Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń (...) Szpitala (...) w T. na planowany na następny dzień zabieg usunięcia żylaków odbytnicy. Została przyjęta do Szpitala w stanie dobrym. Tego samego dnia wykonana została przez pielęgniarkę lewatywa, która doprowadziła do powikłań i wobec podejrzenia zapalenia otrzewnej powódkę przeniesiono na Oddział Intensywnej Terapii Medycznej, gdzie wykonano operację laparotomii połączoną z nacięciem krwiaka około - odbytniczego, oraz założeniem kolonostomii. Konieczne było wykonanie drugiej operacji amputacji brzuszno – kroczowej odbytnicy z powodu martwicy odbytu. Po drugiej operacji powódka była w bardzo ciężkim stanie, była nieprzytomna, znajdowała się we wstrząsie septycznym, była zaintubowana i podłączona do respiratora a dodatkowo stwierdzono u niej zapalenie płuc. Ponadto w okresie pobytu w Szpitalu Miejskim rozpoznano u Z. T. złamanie kręgów L -1 i L - 4 oraz niedowład wiotki kończyn dolnych. Wystąpiła także przepuklina brzuszna. Powódkę przeniesiono na Oddział Chirurgii. Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń a następnie na Oddział Rehabilitacyjny, w związku z niedowładem nóg, który na skutek rehabilitacji w znacznej części ustąpił (poza stopą prawą). W efekcie pobytu w szpitalu powódka, która przybyła do niego w stanie dobrym w celu usunięcia żylaków odbytnicy wyszła z niego po prawie czterech miesiącach, z amputowaną odbytnicą, stomią, workami stomijnymi i zleceniem na pas brzuszny. Musi także poruszać się o kuli.

W ocenie sądu orzekającego w niniejszej sprawie należytej czy też szczególnej staranności lekarzy zabrakło. Już przy samym przyjęciu do szpitala jej badanie miało charakter powierzchowny. Wbrew twierdzeniom przyjmującego ją lekarza J. J. (1) nie obejrzał on nawet okolic odbytu pacjentki a przecież ten fragment ciała miał być operowany. Fakt taki nie został odnotowany w dokumentacji. Sama powódka zaprzeczyła temu a przecież nie miała problemu, by przyznać w identycznej sytuacji (także przy braku wzmianki w dokumentacji lekarskiej), że była badana per rectum przez lekarza kierującego ją do szpitala. Nie została też poinformowana o konieczności wykonania lewatywy, ani zapytana, czy kiedykolwiek miała wykonywaną lewatywę. Lekarz wydał jedynie pisemne zalecenie przygotowania pacjentki do operacji rektoskopii. Należy zwrócić uwagę, że w skierowaniu mowa była o krwawiących żylakach. Jak wyjaśnił to biegły jest to szerokie pojęcie i może obejmować kolejno: plamienie, oddawanie stolca z krwią, w skrajnych przypadkach krwotok, który powoduje konieczność natychmiastowej interwencji. Lekarz przyjmujący nie ustalił nawet, z którym stopniem ma do czynienia.

Także pielęgniarka, która wykonywała lewatywę nie zapytała pacjentki czy miała wcześniej wykonywaną lewatywę, czy nie wykonała jej np. samodzielnie w domu, czy wcześniej coś jadła, ewentualnie kiedy ostatni raz coś jadła i kiedy się ostatnio wypróżniała. Nikt też nie rozważył możliwości zastosowania innego, mniej inwazyjnego sposobu przeczyszczenia jelit, o którym wspomniał biegły Ź. tj. poprzez podanie odpowiedniego płynu do wypicia, mimo, że jak wynika z ustaleń sądu stosowne preparaty znajdowały się na Oddziałe. Po dokonaniu wlewu pielęgniarka pozostawiła pacjentkę samą, bez opieki, w toalecie. Jak zostało to ustalone w toku postępowania nie ma szpitalu praktyki, by pielęgniarka czuwała przy pacjencie po wykonaniu lewatywy (jak stwierdził biegły, nie jest to możliwe w realiach polskich szpitali, gdy pielęgniarka ma pod opieką kilkudziesięciu pacjentów). Nie wzięła jednak pod uwagę pielęgniarka K. W., że ma do czynienia z pacjentką, która została przyjęta na oddział bez żadnych badań specjalistycznych. Co więcej udzieliła jej niewłaściwej wskazówki, że ma oddać stolec dopiero wówczas, gdy będzie odczuwać silne parcie. Powstrzymywanie wypróżnienia prowadzi bowiem do zwiększenia ciśnienia w odbytnicy, co w tym przypadku zdaniem biegłego najprawdopodobniej spowodowało jej pękniecie.

Należy także zauważyć, że już po opuszczeniu łazienki nie zaopiekowano się powódką we właściwy sposób. Sama powódka twierdziła, że wówczas zemdlała i dalej już nic nie pamięta z tego i następnego dnia. Całkowita utrata świadomości wydaje się wątpliwa, ze względu na fakt, że jeszcze tego samego dnia zgłosiła pielęgniarce dolegliwości a następnego podpisała zgodę na operację i rozmawiała ze swoją córką, ale niewątpliwie zasłabnięcie musiało mieć miejsce. Po pierwsze powódka nie mogła samodzielnie opuścić łazienki. Jej złe samopoczucie zgłosił pielęgniarkom inny pacjent. Na koniec wreszcie, jak przyznała sama K. W., w postępowaniu przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, pacjentka została przeniesiona przez nią i dwie inne pielęgniarki z łazienki do sali chorych. Musiało się zatem w łazience wydarzyć omdlenie , skoro osoba sprawna i na tyle dobrze się czująca, że pielęgniarka nie zawahała się pozostawić jej samej po wykonanym zabiegu, po kilkunastu minutach nie była w stanie o własnych siłach opuścić pomieszczenia. Nikt nie zainteresował się tym nagłym zasłabnięciem pacjentki, ani nie zawiadomił lekarza. Jak zeznała K. W., lewatywa była wykonywana krótko po rozpoczęciu przez nią dyżuru (godz. 1800). Tymczasem lekarz został zawiadomiony o złym samopoczuciu pacjentki o godzinie 2100, gdy zaczęła się uskarżać na drętwienie rąk, sztywność rąk i drętwienie twarzy.

W trakcie badania per rectum po godzinie 21 stwierdzono obrzęk w okolicy odbytu i wypływającą treść. Pod wpisem widnieje pieczątka i podpis Z-cy Ordynatora Oddziału Chirurgii Ogólnej i Naczyń lek. med. P. H.. Z wpisów do karty obserwacji wynika, że lekarz sądził, że ma do czynienia z objawami tężyczki (do których należą m.in. drętwienie i mrowienie). Mimo stwierdzenia obrzęku okolicy odbytu nie podjął żadnych kroków w celu ustalenia przyczyn jego powstania. Widząc wypływającą treść nie mógł tego nie skojarzyć z efektem lewatywy. Najprawdopodobniej nikt mu nie powiedział o tym, że po wykonaniu lewatywy pacjentka nie mogła wyjść o własnych siłach z toalety (fakt ten nie został odnotowany w Karcie Indywidualnej Pielęgnacji). W takim przypadku mamy do czynienia z brakiem właściwej komunikacji między członkami personelu medycznego. Jeśli natomiast lekarz miał taką informacje i zignorował ją, to dalsze pozostawienie pacjentki w takim stanie, po zaaplikowaniu jej wyłącznie wapna i relanium było jego zawinionym błędem.

Trudno w tych okolicznościach zgodzić się z twierdzeniem biegłego Ź., że „czas reakcji zespołu był dobry”. W tym przecież czasie tj. między godziną 1900, a godziną 1600 dnia następnego, kiedy to rozpoczęto pierwszą operację powstał krwiak wymagający operacyjnego nacięcia. Doszło do rozwoju miejscowego zakażenia tkanek około - odbytniczych i martwicy samej odbytnicy, co z kolei wymagało przeprowadzenia dwóch kolejnych operacji. Czas reakcji można by określić mianem dobrego, gdyby liczyć go od momentu stwierdzenia istnienia krwiaka około - odbytniczego, co miało miejsce. Nie ulega jednak wątpliwości, że personel szpitala miał informacje o tym, że tuż po wykonaniu lewatywy pacjentka się źle poczuła (nie mogła poruszać się o własnych siłach), oraz, że po lewatywie pojawił się obrzęk okolicy odbytu. Okoliczności te nie spowodowały jednak żadnej reakcji przez 15 kolejnych godzin. Zgodnie z art. 30 ustawy „o zawodach lekarzy i lekarza dentysty ” lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki. Sam biegły zresztą w dalszej części uzupełniającej opinii ustnej stwierdził, że czas reakcji lekarzy „nie był mocno spóźniony”, co jednak trudno utożsamiać z czasem „dobrym”.

Sąd dał wiarę temu, że kolejne operacje, którym była poddana powódka należały do bardzo ciężkich i wymagających wiedzy, umiejętności i doświadczenia zawodowego. Nie ma także sporu co do tego, że należały do operacji ratujących życie. Do sytuacji takiej nie doszłoby jednak, gdyby pacjentka została należycie poinstruowana przez lekarza albo pielęgniarkę przed lewatywą, gdyby znajdowała się pod właściwą opieka medyczną niezwłocznie po zasłabnięciu, gdyby została niezwłocznie zdiagnozowana i udzielono by jej, również bez zwłoki, należytej pomocy lekarskiej. Przecież zakażenie nie powstało automatycznie, tylko z powodu samego pęknięcia odbytnicy. Biegły Ź. pisał o nim jako o rozwijającym się (k. 446) a zatem był to proces postępujący. Nawet, gdyby nie udało się go w ogóle uniknąć, to z pewnością można by ograniczyć jego zasięg a tym samym i powstanie martwicy odbytnicy o takich rozmiarach, że konieczne było wycięcie jej w całości wraz z odbytem. Mogło by też to pozwolić na uniknięcie dalszych powikłań septycznych (sepsy) a tym samym i skutków o charakterze neurologicznym (niedowładu kończyn dolnych). „Do obowiązków lekarzy oraz personelu medycznego należy podjęcie takiego sposobu postępowania (leczenia), które gwarantować powinno, przy zachowaniu aktualnego stanu wiedzy i zasad staranności, przewidywalny efekt w postaci wyleczenia, a przede wszystkim nie narażenie pacjentów na pogorszenie stanu zdrowia” (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09)

Reasumując, stwierdzić należy, że powódka zgłosiła się do Oddziału Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Naczyń (...) Szpitala (...) w T. w dobrym stanie zdrowia (pomijając przyczynę dla której tam się stawiła). W wyniku przeprowadzonego w zakładzie opieki zdrowotnej zabiegu lewatywy doszło do zakażenia tkanek około – odbytniczych i martwicy samej odbytnicy, co z kolei doprowadziło do amputacji odbytnicy wraz z odbytem oraz założenia stomii. Dodatkowo doszło do powikłań w postaci zapalenia płuc i sepsy, co w dalszej kolejności spowodowało następstwa o charakterze neurologicznym (w postaci niedowładu nóg), co zostało potwierdzone przez biegłych lekarzy neurologa i neurochirurga.

Jak już wcześniej wspomniano, nie ma konieczności wskazywania w niniejszej sprawie konkretnej osoby, której można by przypisać winę w rozumieniu art. 415 KC. Można by w tym przypadku mówić np. o winie lekarza przyjmującego, który sam nie wykonał, ani nie zlecił wykonania żadnych badań, mimo informacji o krwawiących żylakach. Jak stwierdził biegły Ź., nie skierowałby do szpitala ponad 70 – letniej pacjentki z żylakami odbytu bez badania endoskopowego (ze względu na wiek), chyba że zachodziłaby „nagłość”. Jest to zarzut oczywiście wobec lekarza kierującego, ale w takim samym stopniu odnosi się do lekarza przyjmującego, który nie zainteresował się tym w jakim stanie znajdują się żylaki, z powodu których pacjentka znalazła się w szpitalu a przyjmując pacjentkę nie posiadał żadnych wyników badań. Wysoce prawdopodobne jest , że winę ponosi pielęgniarka K. W., która udzieliła powódce pouczenia(o wstrzymywaniu wypróżnienia i czekaniu na silne parcie), którego wykonanie doprowadziło, najprawdopodobniej , do pęknięcia odbytnicy, pozostawiając przy tym pacjentkę w podeszłym wieku samą w łazience. Jak wynika z zeznań biegłego R. Z. w zbiorniku odbytnicy dochodzi po lewatywie do wzmożonego ciśnienia. U ludzi starszych zwieracz odbytu jest słabszy. Wobec tego oddanie stolca, po lewatywie , u ludzi starszych jest szybsze. Doświadczona pielęgniarka powinna o tym wiedzieć i nie powinna udzielać 73 letniej pacjentce informacji aby wstrzymywała oddanie stolca. Pielęgniarka ta nie wyciągnęła też żadnych wniosków z faktu, że musiała wraz z koleżankami wynieść pacjentkę z łazienki i zanieść ją na salę chorych. Nie dociekała przyczyn jej stanu, nie odnotowała tego w dokumentacji i prawdopodobnie nie wspomniała o tym dyżurującemu lekarzowi. Nie można jednak wykluczyć również winy tego ostatniego. Nawet jeśli nie wiedział o zdarzeniu w łazience, to powinien zainteresować się przyczynami powstania obrzęku w okolicy odbytu, zwłaszcza po przeprowadzeniu lewatywy (o czym świadczyła wypływająca treść), w kontekście tego, że pacjentka miała być poddana zabiegowi usunięcia żylaków odbytu. Wreszcie nie sposób nie wspomnieć o ewentualnej winie organizacyjnej samego szpitala. Pielęgniarka K. W. w swoich zeznaniach podała, że pozostawiła powódkę w łazience, gdyż musiała iść wykonywać inne czynności a poza tym nie ma potrzeby pozostawania z pacjentem po tak rutynowym zabiegu, jak lewatywa. Poniekąd przyznał jej rację biegły Ź., twierdząc, że w realiach polskich szpitali, gdy 3 pielęgniarki mają pod opieką 40 – 60 pacjentów, zapewnienie dokładnej opieki każdemu z nich nie jest możliwe. Zapewne stąd mogą brać się niedokładności, błędy, czy też, tak jak np. w niniejszej sprawie, brak właściwej komunikacji między członkami zespołu medycznego. W tym przypadku chodzi o winę organizacyjną szpitala. Nie może bowiem obciążać pacjenta, niezależnie od sytuacji finansowej szpitala, jego poziomu (a w tym przypadku mowa jest jednak o szpitalu specjalistycznym), ilości zatrudnionych w nim osób i ustalonego systemu dyżurów, ryzyko braku właściwej opieki medycznej i pielęgniarskiej. Jeżeli podmiot opieki zdrowotnej podejmuje się wobec określonego pacjenta przeprowadzenia konkretnej operacji, to winien mu zapewnić takie warunki pobytu, leczenia i opieki, by nie narażać jego zdrowia na szwank. Innymi słowy, jeśli pielęgniarski z powodu zbyt małej ich liczby nie są w stanie sprostać wymogom sprawowania należytej opieki nad pacjentami, to jest to wina o charakterze organizacyjnym leżąca po stronie podmiotu wykonującego świadczenia lecznicze. W tym zakresie Sąd Okręgowy nie może zgodzić się z tezą przyjęta we wspomnianej opinii, jakoby brak należytej opieki pielęgniarskiej był w tym przypadku usprawiedliwiony „Wszelkiego rodzaju zaniedbania organizacyjne, techniczne i inne, niewchodzące ściśle w zakres sztuki lekarskiej (np. dotyczące niezapewnienia pacjentowi bezpieczeństwa pobytu w zakładzie leczniczym, zwłoki w udzieleniu zabiegu, pozostawienia ciała obcego w polu operacyjnym, podjęcia się zabiegu, do którego lekarz nie był kwalifikowany, dokonania zabiegu bez zgody pacjenta albo gdy zgoda była wadliwa, niepoinformowania pacjenta o diagnozie, konieczności odpowiednich badań, o ryzyku i skutkach zabiegu, o stosowaniu zapisanych leków czy postępowaniu po zabiegu, odmowy przyjęcia chorego w ciężkim stanie do szpitala), sąd może ocenić samodzielnie, bez potrzeby powoływania biegłych albo nawet wbrew opinii biegłych, które mogą nie być wiarygodne” (Glosa do wyroku SN z dnia 10 lutego 2010 r., V CSK 287/09 (w:) M. Nesterowicz, Prawo medyczne. Komentarze i glosy do orzeczeń sądowych, WK 2017).

W niniejszej sprawie nie ulega wątpliwości, że u powódki wystąpiła szkoda w postaci znacznego uszczerbku na jej zdrowiu w postaci:

- amputacji odbytnicy i odbytu i wprowadzeniu tzw. sztucznego odbytu (stomii) z koniecznością wypróżniania się do worków stomijnych;

- zapalenia płuc i powikłań septycznych (sepsy), które spowodowały niedowład obu kończyn dolnych (polineuropatii) – obecnie w wyniku rehabilitacji ograniczony do nieznacznego osłabienia zginania grzbietowego (do góry) obu stóp, wyraźniej prawej, oraz zaburzenie czuciowe w postaci przeczulicy.

Ponadto poniosła szkodę w postaci konieczności prawie 4- miesięcznego pobytu w szpitalu, w tym przez wiele dni w stanie ciężkim, zagrażającym życiu i w śpiączce farmakologicznej. Obecnie z powodu korzystania ze stomii nie może pozostawać pod opieką swojej córki w jej mieszkaniu, jak również udzielać się w jakikolwiek sposób towarzysko (musi mieć zapewniony stały dostęp do toalety, co jest niedogodne i krępujące).

Powódka przed pobytem w szpitalu była osobą w zasadzie zdrową, samodzielną i aktywną życiowo, mimo podeszłego wieku. Odniesiony przez nią uszczerbek na zdrowiu ma charakter trwały i nieodwracalny. Do końca życia będzie zmuszona do korzystania z tzw. sztucznego odbytu, co związane jest z licznymi niedogodnościami i ograniczeniami (dla niej i osób najbliższych), pomijając, że jest to dla niej sytuacja wysoce krępująca. Nie może np. korzystać ze stałej opieki swojej córki, mieszkając z nią w tym samym mieszkaniu, gdyż musi mieć nieograniczony dostęp do oddzielnej toalety. Wymaga to dojazdów ze strony córki ewentualnie zatrudnienia opiekunki, co wiązać się będzie z dodatkowymi kosztami (przy ograniczonych dochodach powódki). Z. T. musiała też zrezygnować z tego samego powodu z życia towarzyskiego. Nie odwiedza nikogo, ani nie zaprasza gości. Ma trudności w poruszaniu się ze względu na przebyty niedowład nóg (obecnie ograniczony). Musiała się poddawać się rehabilitacji. Przez wiele miesięcy chodziła o kuli a wcześniej przy balkoniku Na wysokość świadczenia przyznanego przez sąd wpływ miał również zakres doznanej krzywdy fizycznej i psychicznej związany z pobytem w szpitalu. Trwał on prawie 4 miesiące. W tym czasie przez wiele dni pacjentka znajdowała się w stanie ciężkim, zagrażającym życiu. Była wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. Przebyła sepsę i zapalenie płuc. Nie można tracić z pola widzenia, że jest ona osobą starszą a zatem znoszącą z większym trudem tego rodzaju cierpienia.

Mając na względzie wszystkie wskazane wyżej okoliczności i podzielając poglądy wyrażone w cytowanych orzeczeniach Sąd Okręgowy uznał, że adekwatną kwotę w stosunku do nieodwracalnego charakteru uszczerbku na zdrowiu i rozmiaru fizycznych i psychicznych cierpień powódki stanowić będzie suma 150.000 zł. Wyrok Sądu Okręgowego w Toruniu - I Wydział Cywilny z dnia 17 listopada 2017 r. I C 2234/12

W przypadku jakichkolwiek pytań bądź wątpliwości w zakresie błędu medycznego lekarza albo szpitala, odszkodowania czy zadośćuczynienia pozostajemy do Państwa dyspozycji.

Z wyrazami szacunku.

Dodaj komentarz